Wyjeżdżaliśmy za parę dni i musiałem załatwić sprawę z opieką nad Janette, mimo że dałaby sobie pewnie radę sama, to nie mogłem jej zostawić. Miała tylko 15 lat, a może aż 15. Fakt, że w weekend była sama w domu, bo mieliśmy koncert i nic jej się nie stało, ale teraz to są trzy miesiące. Jakby jej się coś stało, to bym sobie nie wybaczył. Postanowiłem zadzwonić do pewnej osoby.
- Hej mamo, co słychać?
- Miło, że dzwonisz. Wszystko w porządku, a u Ciebie?
- Jedziemy w piątek dalej w trasę i dzwonię właśnie w tej sprawie, bo Janette tu jest. Miałaś ostatnio pretensje jak ją zostawiłem z chłopakami, więc tu rodzi się moje pytanie, czy z nią zostaniesz?
- Skoro prosisz, to zostanę, ale robię to dla Ciebie.
- Tak wiem, że masz do niej "dystans", ale jak tu przyjedziesz, to nie daj jej tego odczuć, dobrze?
- Postaram się.
- To przyjedź w piątek.
- Dobrze, to do zobaczenia.
Mama się zgodziła, tylko teraz musiałem powiedzieć Janette. Poszedłem do jej pokoju.
- Przeszkadzam?
- Nie, wchodź.
- Chciałaś wiedzieć kto tu będzie jak wyjedziemy - powiedziałem siadając na łóżku.
- Nadal chcę - odpowiedziała, a ja pomyślałem - oj chyba wolałabyś nie wiedzieć.
- Zostaniesz z babcią - w odpowiedzi otworzyła szeroko oczy.
- Serio mówisz?
- Tak.
- No będzie ciekawie.
- Przeżyjecie to obie jakoś. Poza tym jak będziemy mieć przerwy, to będziemy przyjeżdżać, bo możecie się pozabijać.
- Tato przecież wiesz, że ja nic do babci nie mam. Nie wiem o co jej chodzi. Traktuje mnie jakbym nie istniała. Nie rozumiem tego i chyba nie chcę zrozumieć.
- Tak będzie lepiej - uścisnąłem ją.
Nadszedł piątek i przyjechała mama. My z Shannonem mieliśmy zaraz wyjeżdżać. Widziałem, że młoda była trochę przerażona.
- Nie bój się - powiedziałem i pocałowałem ją w głowę - jak coś to dzwoń - dodałem. Janette się do mnie przytuliła.
- Brat musimy iść, samochód stoi przed domem - powiedział Shannon, a ona mnie puściła. Wychodząc z domu rzucił krótkie "powodzenia" w stronę naszej mamy i Janette. To im się akurat przyda - pomyślałem i wyszedłem za nim.
Janette
Zostałyśmy same, bałam się trochę co z tego wyniknie. Ja poszłam do siebie, a babcia poszła zrobić obiad. Dni nam mijały na tym, ze prowadziłyśmy krótką wymianę zdań w stylu: "chodź na obiad", "masz coś do prania", "jadę na zakupy, wrócę za godzinę" i do tego moje odpowiedzi. Wyglądało to trochę jakbyśmy, to robiły za karę, ale nie było tak źle. Nigdy nie udało nam się nawiązać dłuższej rozmowy. Tata dzwonił często, a ja go uspokajałam, że wszystko jest OK. Odniosłam wrażenie, że cieszył się z tego powodu.
9 lipiec, czyli jutro tata miał wrócić do domu. Byłam w łazience, gdy zaczął dzwonić mój telefon.
- Słucham - powiedziałam, nawet nie patrząc na wyświetlacz.
- Cześć słoneczko - usłyszałam.
- Ooo tata. Hej co tam? Kiedy wracacie? - zapytałam.
- No właśnie, bo rzecz w tym, że nie wracamy...
- Ale jak to?
- My nie wracamy tylko Ty przyjeżdżasz do nas.
- Naprawdę? - ucieszyłam się.
- Tak. Wszystko już załatwiłem, jutro rano masz samolot. Rozmawiałem z babcią, zawiezie Cię na lotnisko.
- Lecę sama?
- Owszem.
- Widzę postępy. A właściwie to gdzie ja jadę?
- Francja - powiedział tata z tym swoim francuskim akcentem, co wywołało uśmiech na mojej twarzy.
Spakowałam się od razu i chodziłam przez cały dzień jak nakręcona. Następnego ranka pojechałyśmy na lotnisko. Obu było nam lżej, że wyjeżdżam na parę dni. Pożegnałyśmy się i wsiadłam do samolotu. Lot minął spokojnie i krótko jak dla mnie, bo przespałam większość czasu. Wysiadając z samolotu zatrzymałam się na chwilę i zamknęłam oczy, Paryż - pomyślałam. W hali przylotów ku mojemu zaskoczeniu czekała na mnie Emma.
- Hej - przywitała się ze mną - jak lot?
- Cześć, w porządku - uśmiechnęłam się - a gdzie tata?
- Gdyby on po Ciebie przyjechał, wywołało by to za dużo zamieszania, a nadal chce utrzymać w tajemnicy Twoje istnienie, więc ja przyjechałam.
- OK, rozumiem.
- Dobra chodź, jedziemy. Jared mnie zabije, że tak długo nie wracamy, stęsknił się za Tobą - posłała mi ciepły uśmiech.
Minęła może godzina zanim dojechałyśmy do hotelu.
- Gdzie tata ma pokój? - spytałam.
- 8 piętro, pokój nr 625.
- To ja idę zrobić mu niespodziankę - powiedziałam, wsiadając do windy.
Złapałam delikatnie za klamkę, drzwi były otwarte, chwalmy Pana, pomyślałam. Rozejrzałam się po pokoju nigdzie go nie było, dopiero później zauważyłam, że siedzi na balkonie z laptopem na kolanach. Podeszłam po cichu, stanęłam za nim i krzyknęłam:
- Niespodzianka! Już jestem - tak jak przy puszczałam, wystraszył się, że prawie spadł mu laptop, a ja nie mogłam opanować się ze śmiechu.
- Prawie zawału dostałem, nie rób tak więcej.
- Przepraszam - zrobiłam skruszoną minę, ale w środku nie mogłam wytrzymać.
- Chodź tu - pociągnął mnie do siebie i przytulił - tęskniłem za Tobą - spojrzał na mnie.
- Wiem, Emma mi mówiła.
- Ta to zawsze musi wszystko powiedzieć - tata złapał mnie za lewą rękę, na palcach od kwietnia nosiłam plastikowe usztywnienie, którego prawie w ogóle nie zdejmowałam.
- Jak?
- Dobrze, już mi to nie przeszkadza nawet. Jeszcze dwa miesiące i będę wolna od tego.
Nie minęło 30 minut, gdy do pokoju weszła Emma. Ja leżałam na łóżku, co jak co, ale byłam zmęczona.
- Młoda nie śpij, zbieramy się - powiedziała do mnie, po czym spytała - gdzie Jared?
- W łazience - odpowiedziałam i założyłam buty.
Zeszliśmy na dół, koło Tomo stała brunetka. Chłopak już mnie zauważył i chciał coś powiedzieć, ale uciszyłam go ruchem ręki.
- Cześć Vicky - uściskałam dziewczynę.
- Hej! Dawno przyjechałaś?
- Godzinę temu.
- Co? I dopiero teraz się ze mną witasz, no wiesz - zrobiła obrażoną minę. Ja podeszłam do Chorwata i się z nim przywitałam.
- Jemu jakoś nie przeszkadza, że dopiero teraz się z nim witam - dziewczyna spojrzała na narzeczonego, który był ucieszony, że mnie widzi.
- Ej no! Może byś mnie poparł?
- Ale w czym kochanie? - spytał, po czym dostał łokciem w brzuch.
Staliśmy i się śmialiśmy, w pewnym momencie ktoś zasłonił mi oczy.
- Zgadnij kto?
- Kubuś Puchatek?
- Nie.
- Ale jesteś blisko - powiedział Tomo.
- Shannon, no przecież wiem, że to Ty - odwróciłam się do niego.
Poszliśmy zjeść obiad, a potem mieliśmy iść zobaczyć miasto. Szłam z tatą za rękę, bo stwierdził, że mnie nie puści, bo mu się zgubię. Czułam się jak 5-latka.
Jared
Spacerowaliśmy po mieście, gdy usłyszałem:
- Cześć Jared - przede mną stał Johnny Deep.
- Hej stary, co słychać? - spytałem.
- Dobrze, jakoś się kręci, a Ty co tu robisz?
- Mamy krótką przerwę w trasie, więc odpoczywam - uśmiechnąłem się.
- Widzę bracie, że bierzesz się za coraz młodsze - wskazał na Janette.
- No ten... - czułem się zakłopotany, bo nie wiedziałem co powiedzieć. - To jest Janette - wydusiłem w końcu - moja córka - dodałem po dłuższej chwili, gdy pozostała dwójka się przywitała.
- Córka? Nie wiedziałem, że masz dzieci - powiedział zaskoczony.
- A no mam - przyciągnąłem Janette do siebie - utrzymuje to w tajemnicy żeby mogła w miarę normalnie żyć i chciałbym żeby tak zostało.
- Gratuluję, świetnie Ci się to udaje. Nie ma sprawy, na mnie możesz liczyć.
- A panienka ile ma lat? - spytał Janette.
- Piętnaście - odpowiedziała delikatnie zawstydzona.
- Dobrze, to ja Wam nie przeszkadzam w rodzinnym spacerku. Jak będziesz tu jeszcze parę dni, to zadzwoń. Spotkamy się, pogadamy. Możesz przyprowadzić ze sobą młodą damę - powiedział Johnny. Jak zawsze zachowywał się z pełną klasą.
- Na pewno zadzwonię. My idziemy, bo zaraz jakiś paparazzi nas zauważy i jej prywatność szlag trafi.
Pożegnaliśmy się i rozeszliśmy.
- Wiesz ten Johnny to jest jeszcze bardziej przystojny na żywo - powiedziała Janette, gdy przeszliśmy parę metrów.
- Oj młoda - zacząłem się śmiać - ja nie mam zdania w tym temacie, wolę kobiety.
- Zauważyłam - wbiła wzrok w ziemię. Wiedziałem o co jej chodzi, więc nic się nie odzywałem.
Przemierzaliśmy kolejne uliczki Paryża, robiąc przy tym głupie zdjęcia. Tego mi brakowało w tym wszystkim, brakowało mi Janette, ale nie mogłam wziąć jej w trasę. Była teraz szczęśliwa, co dawało mi ogromną satysfakcję. Stwierdziłem, że szkoda czasu na rozmyślania i podszedłem do brata i córki. Ona stała i się śmiała, a on chciał sobie kupić zwierzątko domowe.
- Człowieku pogrzało Cię? Co jak co, ale takich maskotek nie potrzebujemy, weź idź do schroniska po kota czy coś, ale w trasę żadnego zwierzaka i tak nie weźmiesz.
- Brat, ale Ty jesteś no. Skoro nie mogę ani kota, ani żadnego innego, to bierzemy Janette - podniósł dziewczynę do góry.
- O co to, to na pewno nie - powiedziała.
- Jakieś zmiany zaszły, czyli wolisz siedzieć w domu z babcią.
- W domu jak w domu, ale czy z babcią...
Wróciliśmy do hotelu, zrobił się już wieczór. Odprowadziliśmy z Shannonem Janette do pokoju i szliśmy do mnie. Nie zdążyłem zamknąć drzwi, bo pojawiła się Emma.
- Wiem, że mieliście mieć jutro wolne, ale macie wywiad - powiedziała.
- Wywiad?! - krzyknął brat - jaja sobie robisz chyba - dodał.
- Tak kurwa, o tym marzyłem - powiedziałem z irytacją - mam wolne, a będę udzielał wywiadów, zajebiście - wszedłem do łazienki. Shannon poszedł na balkon zapalić, bo stwierdził, że coś go trafi, a Emma zwyczajnie wyszła. Następnego dnia udaliśmy się na ten nieszczęsny wywiad żeby już nie robić zamieszania. Każdy z nas chciał inaczej spędzić ten czas. Tomo z Vicky, ja z Janette, Shannon umówił się z Antoine'm. Nie po to ją ściągnąłem tu żeby siedziała w hotelu. Zanim wyszliśmy na wywiad do mojego pokoju wpadła narzeczona gitarzysty z moją córką i powiedziała, że idą na zakupy, bo nie mają zamiaru kisić się w pokojach. Wracając z wywiadu postanowiłem, że muszę coś wymyślić żeby Janette się nie nudziła. Chociaż jak dla niej to by pewnie wystarczyło żeby spędzić czas ze mną, w końcu widuje mnie raz na jakiś czas. Przeklinałem się w duchu za to, że ją zostawiałem i że chodziła do szkoły z internatem, ale niewiele mogłem zrobić w tej sprawie.
_____________________________________________________________
Starałam się jak mogłam żeby dzisiaj dodać i jest :)
Następny rozdział pojawi się w sobotę.
Odbiegając od tematu opowiadania, stwierdzam że mamy pazerny naród, przynajmniej u mnie w mieście.
Czytam = Komentuję.
Pozdrawiam.